Giennadij Turczak
Rus  |  Pol

Bardzo proszę, nie głoście mi przemówień żałobnych.

Proszę Was, nie stawiajcie szklanych zniczy nagrobnych.

Spełnił los swe odgórnie zapisane zadanie.

Wreszcie czas mi na wieczne dzisiaj przejść spoczywanie.

Porzućcie, proszę, za spokój mej duszy modlitwy.

Koniec balu, zgasł ogień, zszedłem już z „pola bitwy”.

Teraz w raju, lub może w piekle, sądzone mi być.

Może z samym Panem Bogiem puchar do dna dziś pić.

Niech nie płaczą ani dzieci, ni żona, ni goście.

Wieczny spokój mi w niebie bezkresnym wyproście.

Powiem Wam, że żal w duszy to nie burza, nie zamieć.

I o jedno Was tylko prosić będę – o pamięć!

Wybaczcie, proszę, wszystko to, co nie tak zrobiłem.

Widać prostak był ze mnie, lecz zła Wam nie życzyłem.

Bogactw nie zebrałem, nie wyrywałem się w górę

Sięgać gwiazd, a szkoda, bo już skryły się za chmurę.

Nie tak, jak inni żyłem, w obłokach chciałem latać.

Zmęczony jestem strasznie całym tym zgiełkiem świata.

Z sił opadłem – ostatnie to kart życia rozdanie.

Nie nastąpi – choć żal wielki – już ich rozegranie.

I nie smućcie się za stołem w ten pożegnania czas.

Postaram się, by jak najdłużej Bóg strzegł i chronił Was.

Zapadam w wieczny sen. Niechaj zginą mrok i zamęt.

Chciałbym, by świat jasnym był na wieki wieków. Amen!